DZIEWICZY REJS

(artykuł autorstwa Andrzeja Łapieńskiego zamieszczony na łamach Biuletynu Informacyjnego Jacht Klubu AZS we Wrocławiu - Listopad 1986)

            Udział w dziewiczym rejsie dużego, pełnomorskiego jachtu, trudno określić jako spełnienie żeglarskich marzeń, chyba żeby potraktować go jako szczęśliwe zakończenie trudnego i długiego okresu budowy. Jest to bowiem westchnienie ulgi – mamy to wreszcie za sobą! Również uczuciem satysfakcji – zrobiliśmy to jednak! Obecność na pokładzie jachtu płynącego w pierwszy rejs, jest dla żeglarza przede wszystkim wielkim zaszczytem i dowodem zaufania dla jego wiedzy i umiejętności. Bowiem on właśnie, żeglarz zaszczycony wyborem spośród wielu, będzie ten jacht sprawdzał, oceniał, doszukiwał się wad i zalet, przypatrywał mu się tak uważnie, jak się patrzy na dziewczynę ubraną w kosztowne nowiusieńkie ciuchy i zadaje sobie pytanie – jaka ona jest naprawdę?
            Cieszę się zatem, że i mnie, żeglarzowi z nie najwyższym stopniem i stażem, przypadł ten zaszczyt. Zobowiązano mnie również – choć nie było to warunkiem udziału! – do publicznego podzielenia się wrażeniami z tego rejsu, co niniejszym z przyjemnością czynię.
            S/Y „Panorama” otrzymała swoje imię 12 lipca 1986 roku, w porcie jachtowym na Golęcinie – w Szczecinie. Był to nie tylko akt chrztu jednostki, ale również i akt wiary. Wiary w to, że jacht ... wypłynie. Jeszcze prawie dwa tygodnie ekipa stoczniowo – klubowa miała pełne ręce roboty. Dowodził nią Grzesiek Marchewka, inżynier, budowniczy jachtu i jego dobry duch. Skończyli pracę w wyznaczonym czasie, kilka dni przed 28 lipca, datą rozpoczęcia rejsu.
            Wypłynęliśmy ze Szczecina w noc z 28 na 29 lipca. Dzień poprzedzający wyjście poświęciony był zaprowiantowaniu jachtu, dopełnieniu formalności (atesty, karta bezpieczeństwa) w Urzędzie Morskim.
            Kapitanem jachtu jest Marcin Michalak, I oficerem – Boguś Chruszcz, II- Andrzej Łapieński, III- Jurek Kamionka. Załogę stanowią: Grześ Marchewka, Duży Kazio Mędrzejewski, Mały Kazio Stróżyk, Jacek Srokowski, Karol Augul, Krzysiek Lasik. Odrę pokonujemy oczywiście na silniku, ustawiając się w kolejce do radaru. Rzeczywiście to wspaniały wynalazek.
            Na Zalewie stawiamy żagle. Jacht płynie i słucha steru! Potem Kanał Piastowski i nad ranem jesteśmy w Świnoujściu. Cumujemy przy Nabrzeżu Władysława IV.
            Najbliższe dwa dni to uczenie się jachtu – obsługi silnika, instalacji elektrycznej, radaru, Morsa, fałów i szotów. Wzbudzamy ogólne zainteresowanie – również żeglarzy, których oczywiście zapraszamy na jacht. Opinie są zgodne – to jednostka, która pod względem wyposażenia technicznego, funkcjonalności rozwiązań, komfortu wnętrza i jego wykończenia, jest w tej chwili w Polsce nie do pobicia!
            Schodzi z „Panoramy” Boguś Chruszcz, wezwany w sprawach służbowych do Wroćławia, przyjeżdża Piotrek Kanafa. W tym – nieco zmienionym składzie – 31 lipca, o godzinie 2011, odchodzimy od nabrzeża. Odprawy i dwie godziny później jesteśmy na Bałtyku.
            Wiatr tężeje, dochodząc do 5-6oB. Noc bez gwiazd, niebo zaciągnięte chmurami. Podnosi się fala. Pada. Zmieniający się sternicy nie są w stanie utrzymać kursu! Winne jest temu ... koło sterowe, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Odruchy nabyte przy rumplu, tu okazują się przeszkodą. Trzeba po prostu odwrotnie! Do tego wszystkiego okazuje się, że kompas sterowy ma dużą bezwładność i należy reagować kołem z wyczuciem i wyprzedzeniem.
            Na walce ze sterem i kompasem spędzamy noc. Ranek przynosi uspokojenie pogody. Emocje opadają – co nieco się nauczyliśmy. Jacht wykazuje teraz wspaniałą cechę: w bajdewindzie (i nie tylko), przy prawidłowo ustawionych żaglach, jest samosterowny. Niestety, wychodzą i wady: obie windy fałowe przy grotmaszcie okazują się szmelcem, wysiada radar. Na radar sposobu nie ma, a windy zastępujemy przypokładowymi kabestanami.
            Żeglujemy na wschód, do Gdyni. Wiatry południowo – zachodnie, umiarkowane. Chcąc wypróbować żagle często je zmieniamy. Stawiamy nawet dużego spinakera. Zapala i ciągnie! Robimy 6-7 węzłów. Ale przy zwykłym ożaglowaniu nie więcej niż 4-5. No cóż, to nie jest jacht regatowy...
            W Gdyni jesteśmy w niedzielę, 3 sierpnia, o godzinie 2045. Następnego dnia zakupy, sprowadzamy ekipę naprawczą „Rawaru”. Naprawiają radar, ale gwarancję dają tylko na ... 24 godziny. Brak części odpowiedniej jakości ... Zepsuł się po 15 godzinach eksploatacji.
            Schodzi z jachtu Piotrek Kanafa i Karol Augul. Na ich miejsce – Grażyna Panek i Józek Jastrzębski. Opuszczamy Gdynię 5 sierpnia w południe. Kierunek – Kołobrzeg.
            Jest piękna pogoda, wiatry 2-3oB, zmienne. Tak będzie do końca rejsu. Zawijamy do Kołobrzegu, potem do Dziwnowa. Jacht sprawuje się dobrze, załoga dotarta, kapitan zadowolony – kambuz funkcjonuje jak kuchnia u mamy.
            Do Świnoujścia docieramy 10 sierpnia, o godzinie 0810. Koniec. Klar i wyokrętowanie. Wracamy do domów.
           
            Gościliśmy na pokładzie wielu żeglarzy, którzy naszym jachtem byli zachwyceni. Przepłynęliśmy 567 Mm, byliśmy w morzu 150 godzin. Jacht – naszym zdaniem – jest doskonały, aczkolwiek wymagający jeszcze dopracowania w szczegółach. Sądzę, że załoga z dziewiczego rejsu s/y „Panorama” jest przekonana, iż będzie to dla Klubu lucky ship. Witaj Australio!

Andrzej Łapieński


Copyright © Jacht Klub AZS Wrocław. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kontakt: Webmaster