Rejs na Panoramie 20.05. - 03.06.2000 5.

text : Robert Chorążewski, częsć o Christianso Tadek "Teddy" Domider.

Pierwszy rejs w sezonie zawsze ma swój urok. Biorąc pod uwagę fakt, że w poprzednim sezonie kończyłem w październiku sezon pływań Panoramy i odprowadzałem jacht na zimowanie do Gdyni, dni do wyjazdu odliczałem jak nigdy.


Panorama w Gdyni. Foto by "Teddy"


Mapy, pieczątki, papiery ... eh, płyniemy do jasnej cholery. Foto by "Teddy"

Jacht zacumowany był w porcie jachtowym im. Gen. Mariusza Zaruskiego w Gdyni przy nabrzeżu WSM. Prezentował się naprawdę okazale. Odmalowane burty, nowe przednie luki oraz kilka nowych żagli nastawiało optymistycznie. Najbliższe 2 tygodnie które spędzić miałem na Panoramie podzieliłem na 2 rejsy 7 - mio dniowe. Załogi wymieniać się miały w Świnoujściu. Pierwszy tydzień spędzić mieliśmy płynąć w parze z drugim jachtem typu Rigel - s/y Barlovento II pod dowództwem wspaniałego kapitana i kumpla Andrzeja Beżańskiego z załogą złożoną z członków Klubu Żeglarskiego "Mesa" z Gliwic.


Przed nami "Barlovento" Foto by "Jarecki"

Załoga Panoramy była trochę "eksperymentalna". Połowa składu zamustrowała dzięki mojemu ogłoszeniu w internecie. Przed rejsem znałem osobiście tylko Dominikę, Tolka i Jareckiego. Z pozostałymi znaliśmy się wyłącznie z korespondencji i pogaduszek internetowych. Z Tadkiem poznaliśmy się przez IRC #zagle, a Marek, Waldek i Radek odpowiedzieli na ogłoszenie o rejsie zamieszczone na liście internetowej dyskusyjnej pl.rec.zeglarstwo. Trochę był to skład "eksperymentalny", ale jak się okazało, moglibyśmy razem pływać nie tydzień lecz dużo, dużo dłużej i dalej.

Hej me Bałtyckie Morze, wdzięczny Ci jestem bardzo ... Foto by "Jarecki"

Początek rejsu to widok klasyczny : zakupy ształowanie, tankowanie paliwa i wody, wypełnianie papierów, książeczki, patenty, paszporty, mapy, biblioteka, sprawdzanie żagli, lin, świateł, elektroniki i silnika. Wszystko działało bez zarzutu. Praca poszła nam wyjątkowo sprawnie i w końcu wieczorem, gdy już wszystko było gotowe, wypłynęliśmy wreszcie na Zatokę i powoli pożeglowaliśmy w kierunku Helu. Tam właśnie umówiliśmy się na spotkanie z kapitanem i załogą s/y Barlovento II. Pierwszy kontakt ze słoną wodą z pokładu jachtu, był dla wielu niezapomnianym przeżyciem. Jeszcze tylko tradycyjny toast z Neptunem - Władcą Mórz i Oceanów, żeby był łaskaw dla jachtu i załogi i już ze szczurów lądowych przemieniamy się w najprawdziwszych żeglarzy morskich.  

Do portu Hel dotarliśmy już po zmroku. Chłopaki z Barlovento już czekali na nas i chętnie pomogli nam zacumować. Taka pomoc przydała się, ponieważ wrażenia z pierwszego dnia dla załogi były takie, że kilka cum jakoś dziwnie poplątało się i nie można było znaleźć końca liny z "uchem" ;-) Ale nic to. Nie od razu Kraków zbudowano. Potem szło już naprawdę dużo lepiej a na koniec wręcz perfekcyjnie. Wspólnie z kolegami z zaprzyjaźnionego jachtu postanowiliśmy noc spędzić w porcie, aby ochłonąć trochę z pierwszych wrażeń. Nazajutrz w niedzielę przywitał nas radosny poranek i ... kompletna flauta. Wiać zaczęło około południa, więc po zamówionej wcześniej miłej odprawie panów ze Straży Granicznej, wczesnym popołudniem oba jachty wypłynęły na Bałtyk.

Jak pływa się w dwa duże jachty po morzu ? Po prostu fantastycznie !!! Jachty znajdowały się przez cały czas w zasięgu łączności UKF. Uzgodniliśmy sobie kanał na którym prowadziliśmy łączność i o umówionych porach wymienialiśmy pozycje, przekazywaliśmy sobie spostrzeżenia i uwagi. Niezapomnianym przeżyciem była "tratwa" 2 Rigli na środku morza, stojących przy bezwietrznej pogodzie w dryfie burta w burtę, brydżyk i śpiewy obu załóg, smażona świeża rybka którą załodze Barlovento udało się "zorganizować" na morzu od duńskich rybaków, to naprawdę trzeba przeżyć.


Nasza "tratwa" Barlovento i Panorama na srodku Baltyku. Foto by "Jarecki".

Nie udało nam się dopłynąć do Karlskrony. Wiał silny północny wiatr prosto od portu, a że Rigle nie "chodzą" zbyt ostro na wiatr postanowiliśmy jako pierwszy port odwiedzić Christianso.

CHRISTIANSO (........)

Opuściliśmy to magiczne miejsce bardziej z przymusu czasowego niż z chęci i udaliśmy się na Bornholm do Allinge. Jest to małe i senne o tej porze miasteczko. Nic tam ciekawego nie było oprócz pryszniców, więc po skorzystaniu z tego przybytku, w nocy wyszliśmy w kierunku Sassnitz. Czekał nas skok przez Bałtyk przy prognozie od 0 - 1OB rosnące w ciągu 24 godzin do 8OB i więcej. Trochę "zamataczyliśmy" się po zachodniej stronie Bornholmu i zamiast iść pod brzegiem wyspy wyjechaliśmy na środek toru wodnego prawie pod szwedzki brzeg. Barlovento nie popełniło takiego błędu i przez to trochę nam "odjechali". Cały następny dzień halsowaliśmy w kierunku Rugii. Zdążyło się już rozwiać porządnie i wejście do portu stawało pod coraz większym znakiem zapytania. Jako wariant ostateczny braliśmy pod uwagę sztormowanie do rana w celu utrzymania pozycji lub skok do Świnkowa. Duło z zachodu już naprawdę nieźle a morze rozbujało się na tyle, że Panorama pod sztormowymi żaglami bardzo mozolnie halsowała pod wysoką ale krótką, bałtycka falę. Wejście do Sassnitz wykonaliśmy już późno w nocy w stylu "ułańskim". Przy brzegu fala była nieco mniejsza, na tyle mała że pomagając sobie maszyną wyhalsowaliśmy się daleko poza trawers główek portu i wjechaliśmy z tym wiatrem 8 - 9OB do portu jak na skrzydłach. Załoga Barlovento już nas wypatrywała od kilku godzin. Im wejście do portu oszczędziło tej dawki adrenaliny. Zdążyli wejść w dzień jeszcze przed tym dujem. Pobyt w tym gościnnym porcie z konieczności ograniczyliśmy do minimum.

Sassnitz to bardzo interesujące miejsce i doskonały port schronienia. Na miejscu jest doskonale zaopatrzony sklep żeglarski w którym ceny są nieraz o połowę niższe niż w Polsce. Można nabyć świeżą rybę, zatankować wodę, tylko z paliwem jest problem. Niestety musieliśmy jechać do Polski na resztkach ropy. Prognozy były bardzo niekorzystne. Czekał nas silny wiatr SE do S czyli jak zwykle ?w mordę?. Synoptycy zapowiadali kilkudniowy silny wiatr, a na nas czekała już nowa załoga. Trzeba było się spieszyć. Zakupiliśmy trochę żywności, no bo okazało się że apetyty wszystkim służyły i zapasy kurczyły się błyskawicznie.

Pod główkami Świnoujścia rzeczywiście wiał już rześki wiaterek z SE. Trochę pohalsowaliśmy po redzie portu i weszliśmy już po wschodzie słońca prawie równocześnie oba jachty do portu. Nowa załoga już nas wypatrywała i z dużą radością pomogła nam zacumować.

W tym miejscu wypadało by napisać kilka przykrych słów o "słynnej" opiewanej w pieśniach przystani jachtowej w Świnoujściu przy Wybrzeżu Władysława IV, ale nie napiszę bo to nie ma sensu. Jeśli przez 10 lat miasto nic nie zrobiło aby polepszyć warunki pobytu w porcie, po prostu zniechęca do zawijania, na nic zdadzą się słowa pojedynczego człowieka. Jeśli możecie zawinąć w inne miejsce, nie musicie tam wpływać z konieczności to nie wpływajcie. Żałość i bezradność. Pocieszające jest tylko to, że ludzie w Świnoujściu są wspaniali, szczególnie bosman przystani jachtowej pan Kazimierz. Dzięki Kaziu za wszystko !

Szkoda że to już koniec. Zgraliśmy się już ze sobą, a manewry i praca przy żaglach zaczęła wychodzić fantastycznie. Pierwsze refowanie grota na początku rejsu trwało coś około 45 minut. Ostatnie refowanie w nocy - 8 minut od wydania komendy, do postawienia zarefowanego grota ! A grot i bom na Panoramie mają słuszne rozmiary.
Spostrzeżenie najważniejsze : pełnomorski rejs tygodniowy na Bałtyku to za krótko. W razie niesprzyjającej pogody nie ma czasu na przeczekanie niekorzystnych warunków. Efektem tego jest żeglowanie w trudnych dla ludzi i jachtu warunkach. Przekonała się o tym nowa załoga w drugim tygodniu rejsu. Ale o tym przy innej okazji.

Podsumowując pierwszy tydzień rejsu.
Trasa : Gdynia - Hel - Christianso - Allinge - Sassnitz - Świnoujście. Przepłynięto 420 Mm w ciągu 102 godzin.

Załoga :

Robert "Yawl" - kapitan (Wrocław)

I wachta : Tolo "Faleń" - I oficer (Wrocław), Krzysiek (Nowy Tomyśl), Marek (Konin)
II wachta : Jarek "Jarecki" - II oficer (Wrocław), Waldek (Kraków), Radek (Warszawa)
III wachta : Tadek  "Teddy" - III oficer (Bielsko-Biała), Dominika "Mika" (Wrocław), Jacek (Kraków)

Załoga na szóstkę z plusem. Wszyscy spisali się na medal. Myślę, że długo wspominać będziemy ten krótki wiosenny rejs. A takiego III oficera jak "Teddy" to już chyba naprawdę trzeba ze świecą szukać w lamusie.
 


To ja. Foto by "Jarecki"

I jeszcze parę fajnych fotek :


Dominika "Mika" jako sterowiec. Foto by "Jarecki"

Silni zwarci i gotowi. Foto by "Jarecki"

Z cyklu "Rola kiczu w żeglarstwie" Kapitan łapie słońce. Foto by "Jarecki"

Na zachód. Foto by "Jarecki"

A to ja za sterem. Port Sassnitz. Foto by "Teddy"

Po prostu Mika. Foto by "Teddy"

Kapitan z lewej, Pierwszy z prawej

Jerecki z bezalkoholowym

Tolo i Krzysiek