Dzień dobry. Witamy z Saint Malo. Zacumowaliśmy tu dzień około 0200 w nocy. Z Camaret żegluga pod wschodni wiatr, niezbyt silny, także nie zmęczyła nas zbytnio. Niestety, to już koniec rejsu. Cóż...”...coś się kończy, coś się zaczyna...” Generalnie przyjemny rejs, dobra załoga, dobry jacht, piękna pogoda; czego więcej chcieć?:). Rozpoczął się klar jachtu. Następna ekipa w drodze z Polski. W wieczornej relacji podamy statystki rejsu oraz pewnie pojawi się kolejna porcja fotografii.
Pozdrawiam
Maciej
PS (pisze Oli -za pozwoleniem Kapitana):
Ciekawostki:
Kapitan często przy posiłkach czytał nam, za pośrednictwem jachtowego sprzętu audio, fragmenty książek „Znaczy Kapitan” i „Krążownik spod Samosierry”. Fragmenty były czytane i miały związek konkretnymi okolicznościami z życia jachtu,na przykład rozdział "głód na biskajach". Każdy już wie, co to jest „pucbola” i do czego służy (na przykład o czyszczenia dzwona okrętowego) :).
Tabletki na złagodzenie objawów choroby morskiej mają też niestety skutki uboczne;). W przypadku jednej z naszych koleżanek z załogi objawiały się baaardzo wzmożonym … apetytem. Pożarcie 3 / 4 puszki gulaszu angielskiego o 0400 nad ranem, to tylko jeden z przykładów:).
Rejs miał być, jak to niektórzy zakładali, wczasami odchudzającymi, lecz realia znacznie odbiegły od założeń.
Mniej więcej w połowie rejsu samozwańczo powstała funkcja „strażnika kingsotna”:) Ów strażnik dbał o to, aby okręt nie został zatopiony przez niezamknięty zawór poboru wody, oraz... aby ilość ruchu pompką przed opuszczeniem owego pomieszczenia, nie była mniejsza, aniżeli 20:) - baaardzo ważna funkcja.
Doktor został „Docentem”:). Od tej pory wachta III składał się z „Docenta” i „Majstra”. Kto słucha radiowej Trójki i skeczów ze Stefanem Friedmannem w roli głównej, wie, o czym piszę:):):)
Oto kilka obserwacji prostego marynarza, który jutro „przekłada wajchę” i płynie dalej, już w trochę innym charakterze.
Pozdrawiam
Pozdrawiamy serdecznie
Olgierd
(za zgodą Kapitana)
Witamy z Gijon na północy Hiszpanii. Przelot z La Coruny był przepiękny. Baksztag 6-7B piękna noc, spore fale, bezchmurne niebo, Księżyc dwa dni po pełni. Iście romantyczne żeglarskie klimaty. Postoimy tu kilka godzin i ruszamy w kierunku Brestu. Zatoka Biskajska czeka i kusi słabnącym do przyzwoitej siły, wiatrem. Większa część załogi wybrała się na wycieczkę objazdową wokół miasta autobusem turystycznym, jeden taki łysy, majstruje coś przy jachcie, Doktor mierzy wysokości wody:). Generalnie sielska atmosfera w promieniach słońca, które pali tu niewyobrażalnie.
Pozdrawiam
Maciej Rukasz
(skryba -ten sam)
Witamy z La Coruny. Dotarliśmy tu wczoraj wieczorem. Dziś zwiedzanie miasta oraz prace przy jachcie. Jacht wygląda pięknie; znów burty lśnią, jak przed sezonem ;). Zresztą Zobaczcie sami (foty). Byliśmy na plaży. Kąpiel w Atlantyku fajną przygodą jest. Jutro rano mamy zamiar wyruszyć w dalszą podróż. Straszą nas dość mocnym wianiem, ale my mamy już opracowaną strategię na tę okoliczność. Z ciekawych rzeczy, to... mamy tu Pana doktora z Politechniki, który prowadzi badania nad zmiennością wysokości wody w czasie dla portu La Coruna :). Znaczy stany wody o określonych porach. Coś tam potem liczy. Wodowskazem jest dalba podtrzymująca pomost pływający. Nie wiem, czy nie skończy się to listem do wydawców Almanac-a Reeds... :). Na jachcie wszystko ok. Menu kambuza staje się co raz bardziej wykwintne:).
Pozdrowionka serdeczne
Maciej Rukasz
(skryba - Oli)
Pozdrawiamy
(p.o. oficera prasowego (znaczy się skryba)-Oli)
0733: Szykujemy się do startu. Wiatr chwilowo słaby, ale na mecie szykuje sie "żużel". Na starcie 115 jachtow.
1855: Mamy jeszcze 5 mil do Świnoujścia.
Dzisiaj w Kołobrzegu wyścig "po trójkącie + śledź". Robimy 2/3 okrążenie i ciężko pracujemy na balaście.
Dotychczasowa trasa: Vigo, Leixos, Porto, Figueira da Foz, Nazare, Peniche, Lisboa, Sines, Portimao i teraz powrót.
Dobre wina to Porto, Madera, Mateus i Moskatel.
Obezwładnia nas permanentna kontrola policyjna i graniczno-paszportowa. Podobno chronią w ten sposób UE.
Tutejsze jedzenie rajcuje tylko przez pierwsze dni.
Temperatura w słońcu 45 st. C.
Jacht płynie.
Pozdrowienia.
Ahoj !
Regaty Unity Line
0847: Bagatela, nr 13, szczęśliwie wystartowała.
0922: Na 26 jachtów w grupie, wystartowaliśmy jako 11. Pogoda zmienna, daje do myślenia. Rywale daleko.
2006: Linię mety w Kołobrzegu minęliśmy o 1840 po 10 godzinach i 40 minutach żeglugi, gdzieś w środku stawki.
Równo o 1800, przepłynąłwszy cały Bałtyk tylko na gieni, weszliśmy w główki Stralsundu. Po toaście "za cudowne ocalenie" poszliśmy na miasto szukać czegoś do następnego ocalania. I tu przykra niespodzianka - sklepy zamknięte. Idziemy do Hafenknaipe na piwo.
W czasie naszego rejsu z Amsterdamu do Stralsundu pokonaliśmy dokładnie 600 Mm. Pływaliśmy 130 godzin, z czego 88 h na żaglach (zazwyczaj mocno zarefowani) i 42 h na silniku, co daje niezwykle wysoką, jak na Bagatelę, średnią prędkość 4,6 węzła.
Idziemy na S ale nie spieszno. Dziś w Nazare wczoraj Figueira da Foz.Naprawiliśmy lamp dziobowę była podłączona do przeciętego kabla w relingu Szkoda, że nie ma schematu inst el. Reszta działa. Czolem
Janusz
(Całe szczęście, że nie ma tego schematu na jachcie; dzięki czemu instalacja działa niezawodnie trzeci sezon ;) –Olgierd)
o północy z 31 lipca na 1 sierpnia zaprezentowało pokaz ogni sztucznych. Zabuczały stojące nieopodal statki. Daliśmy odpór rogiem mgłowym, a niektórzy chcieli odpalić nasze czerwone flary. Sytuację udało się opanować na czas :-).
O 0940 opuściliśmy Busum1336 CEST: Nasza pozycja 52 51,78 N 004 34,37 E - nic nie widać, kurs 180, speed 3,2 kn.
1943 CEST: Jesteśmy! Stoimy na sztywno u wrót Amsterdamu w mieście Ijmuiden. Przepłynęliśmy 137 Mm w 24h05'. Teraz idziemy spać, mimo hałasującego nieopodal wesołego miasteczka. Jutro popłyniemy kanałem do Amsterdamu.
0415 CEST: Panorama mija Lands End przy Bishop Rock. Z Morza Irlandzkiego wychodziliśmy we mgle i deszczu oraz wietrze 7B z S-SW, co trochę potrwało, bo trzymał nas wiatr, albo pływ. Po przejściu St George Channel błysnęło słońce, a deszcz przestał być ciągły. No i zdechło. Dzień praktycznie na silniku. A propos silnika - tzw. naprawa wykonana przez załogę Michała wytrzymała jedną godzinę. Pokładowy Makgajwer wykonał nową używając kawałka długopisu, rurki termozgrzewalnej i sznurka. Jak na razie działa bez zastrzeżeń. Trwałość nieznana, ale długopisów jeszcze parę mamy.
0755 CEST: zdjęcie 1
0959 CEST: zdjęcie 2
1004 CEST: Na wodzie jesteśmy od Dublina, chcemy jak najszybciej zmienić klimat. Sea disease już minęła u wszystkich, których dopadła (to na moje pytanie o morale - BR).
1032 CEST: Śniadanko - zdjęcie 3
1135 CEST: No, stoimy (wróciliśmy na Helgoland) bezpiecznie. Na zewnątrz 7, tu 4. Jesteśmy 9 jachtem w tratwie.
1141 CEST: Trochę nas wczoraj sponiewierało i na 22 mile przed Borkum mając 7 w ryło, niekorzystny prąd oraz 3 m fale woleliśmy wrócić 30 mil z wiatrem na Helgoland.
1202 CEST: Świeże i pachnące wyszłyśmy właśnie spod prysznica... Oczywiście pozdrawiamy. (Agata, Ania i Oliwia - dop. BR.)
1314 CEST: Helgoland nasz !!! Zatknęliśmy banderę na najwyższym punkcie wyspy. Nastroje bardzo dobre, podobnie jak pogoda. Pozdrowienia od całej Załogi.
1533 CEST: O, Matko ! Tylko 0,30 euro !
1218 CEST: Dzielnie zmierzamy w kierunku Morza Północnego
1600 CEST: Otworzyły się wrota Morza Północnego
1951 CEST: Stoimy w Cuxhaven. Pozdrowionka. Nastroje wyśmienite. Dzisiaj robimy przegląd okresowy silnika, wymianę oleju, płynu i filtrów. Później zwiedzimy miasto. Jutro kurs na Helgoland.
1508 CEST: Panorama ma darowany ponton z morza. Bagatela też :-) (na zdjęciu Andrzej)
1810 CEST: Stoimy na mocno w Kilonii. Uff, idziemy się odprężyć...
2255 CEST: Przeżyliśmy 7 burz z wiatrami z kierunków różnych. Jeden z piorunów uderzył w morze ok. 1/2 kabla od nas. Wiatry mamy albo z tyłu, albo w dziób, z przewagą tych drugich. W tej chwili wchodzimy zaproszeni na holenderski jacht z polską załogą. Oj, będzie się działo ! Jutro... Kanał.
Po upojnej i obfitującej w przeżycia - burze ze wszystkich kierunków świata - nocy, minęliśmy most na Fehmarze. Wiatr w mordę, a do Kilonii jeszcze jakieś 30 mil. Pozdrawiamy !
PS. Ciągle pada deszcz. (Szczęściarze - dop. BR)
PS. moje, BR-a: Od dwóch dni nie mamy sygnału AIS, ani wiadomości z Panoramy. Czyżby całą załogę wraz ze statkiem połknął potwór z Loch Ness ...?
1033 CEST Bladym świtem przeczekujemy burzę w Lohme.
1657 CEST Dmuchnęło. Gnamy 6,5 knota. Morale nienaganne :-)
O godzinie 0220 w niedzielę dotarliśmy do Świnkowa. Rano sprawdzaliśmy akumulatory, bo słabły z godziny na godzinę. Niestety musieliśmy usunąć akumulator oświetleniowy oraz zapasowy. W porozumieniu z Klubem zakupiliśmy całkiem nową 115-kę. Bardzo pomocny okazał się w tych sprawach nasz świnoujski znajomy Marek Słaby, któremu serdecznie dziękujemy.
Posililiśmy się naleśnikami z nadzieniem jakim-dusza-zapragnie i za chwilę opuścimy gościnną Marinę Północną. Tniemy prosto w kierunku Arkony i dalej chyba bez zatrzymywania się do Kanału Kilońskiego.
Droga z Lerwick jak zwykle minęła mam w zmiennych warunkach... Czyli jak mawiają: Czasem słońce czasem deszcz. Były wiatry ze wszystkich kierunków i nawet zdrowa 7 przez 30 min. Szkoci wiadomo... Naród oszczędny, w nocy wyłączyli wiatr. Także teraz jedziemy już po morzu gładkim jak stół prosto na wejscie do kanału.
Pozdrawiamy z Inverness Firth.
Dzisiejszy dzień spędziliśmy na zwiedzaniu Lerwick i okolic. Wiekszość dotępnych prognoz zapowiadała na dzisiaj 9B,w związku z czym spędziliśmy tu trochę więcej czasu niż planowaliśmy, ale jak widać na załączonych zdjęciach - warto było. Co prawda nic tutaj nie wskazuje na szalejący sztorm, ale my tam z MET Office kłócić sięnie zamierzamy.
Pozdrawiamy.
O 1700 w bojowych nastrojach (bo prognozy nie napawały optymizmem) przed czekającą ich cięzką nocą meldowali się chwytając ostatni zasięg. W poniedziałek 5 lipca o 1400 dzięki zasięgowi z platformy udało się uzyskać informacje, że noc była ciężka, wiało im porządne 8 B. Na szczeście rano wiatr nieco osłabł i zyskali chwilę oddechu :) Aktualnie płyną dzielnie dalej w kierunku na Szetlandy walcząc z wiatrem, falą i zmęczeniem.
Kciuki za pogodę nadal wskazane.
Pozdrowienia,
Agnieszka Widawska-Zagrodnik
Sprawnie i bezproblemowo, w samo południe, choć bez rewolwerowych wystrzałów, odebraliśmy Panoramę od poprzedniej załogi. Jesteśmy juz po pakowaniu, szkoleniu a wstępna integracja załogi jest w toku. Póki co czekamy na odpowiednie okno pogodowe do przeskoku na Szetlandy. Niestety odpowiednie oznacza w tym przypadku takie z umiarkowaną i jak najkrótszą 7. W ramach atrakcji jutro przewidziany jest grupowy spacer do obwodowej komisji wyborczej by spełnić obywatelski obowiązek.
Trzymajcie kciuki za pogodę!
Sielanka. Piękne słońce, spokojna żegluga. Urok fiordów jest nieprzemijąjacy. Wczorajsze połowy zakńczone sukcesem. Kuk serwuje łososia i brosne :-). Dorsze jeszcze czekają... Ps. Załoga szczególnie dziękuje Krzyśkowi Susowi za przepyszne mięso i bigos w słoikach.
Żal, że z nami nie mogleś płynąć.
Alicja
Z pokładu Panoramy- Alicja
Z morza - pozdrowienia dla śledzących- Alicja
Może ktoś ma lepszy pomysł? Czekamy na propozycje ;-) Pzdr od załogi dla leśnikow
W czwartek 17.06. o godz. 1740 stanęliśmy w Tromso. Wyprawa "Silver Jug 2010" dobiegła końca. Obyło się bez strat w ludziach i sprzęcie. Wszystkie punkty planu zostały zrealizowane. Wypucowana Panorama czeka na następną załogę.
Górą przewala się "szóstka - siódemka", a my stoimy w zacisznym Skjoevoej na wyspie o tej samej nazwie, czyli Skjoevoej :-) Czekamy na poprawę pogody i wygrzewamy się w saunie miejscowego jachtklubu.
Wczoraj podeszliśmy na rzut kamieniem pod wrak krążownika Murmańsk. Duże wrażenie ! Serwis zdjęciowy, gdy znajdziemy dostęp do sieci. Jutro planowana jest wycieczka na lodowiec Oksfjordjokelen leżący w głębi Isfjordu. Stamtąd zostanie już tylko 75 Mm do Tromso, gdzie zamierzamy przybyć w czwartek wieczorem.
Uściski ! Szorstkie, męskie, polarne uściski !
Załoga i Jacek
Panorama kontynuuje ekplorację wód powyżej 70 st. N. Sobota upłynęła pod hasłami: "złap mi dorsza" i "do ostatniego pilkera". Współzawodnictwo wygrała Marta wciągając do kambuza 7-kilowego potwora. Noc spędziliśmy na kotwicy w zatoce Oesterbotn w otoczeniu surowej przyrody, w sąsiedztwie stad reniferów i orłów bielików.
W niedzielę popołudniu stanęliśmy na tradycyjnym dla Panoramy miejscu przy deptaku w Hammerfest. Idziemy dać buzi misiowi polarnemu, uzupełnić sprzęt wędkarski i koło południa ruszamy dalej.
Załoga Panoramy pozdrawia !
Pozdrawiamy z zacisznego Honningsvaag na wyspie Mageroya - tej, której północny kraniec zwieńczony jest skałą nazwaną Nordkappem. Jak wiecie są 2 Nordkappy - prawdziwy - geograficzny, najdalej wysunięty na północ i Nordkapp w wersji turystycznej, z globusem, na wysokim klifie (parę tę widać na jednym ze zdjęć).
Dla dochowania należytych aktów starannosci opłynęliśmy obydwa.
Do pełnej realizacji celu wyprawy "Silver Jug 2010" brakuje nam jeszcze filiżanki kawy ze smietanką z mleka polarnych królików wypitej na Nordkappie (serwowanej tam w srebrnych dzbanuszkach - silver jugs - zainteresowanych tematem odsyłam do lektury ksiażki K.O.Borchardta - "Znaczy Kapitan").
Na Nordkapp turystyczny wybieramy się dziś wieczorem.
Niestety mamy złe wieści - Norwegowie pod naciskiem greenpeace wypuscili króliki na wolność.
Aby zdobyć mleko na śmietankę nordkapową, trzeba sobie królika złapać.
Można to zrobić wyłącznie osobiście.
Nie wolno jednak do tego celu używac żadnych narzędzi połowu - tylko gołe ręce.
Na dodatek króliki nie są oznaczone co do płci, co stanowi dodatkowe utrudnienie.
Nie załamujemy sie jednak i jesteśmy tak pełni determinacji, że pewnie i tego dokonamy.
Ostatnie 2 doby to 300 mil ekspresowej jazdy po Morzach Norweskim i Barentsa, aby zdążyc przed zapowiadaną zmianą kierunku wiatru na przeciwny i raczej silny (do 35 kn).
Sztuka się udała. Trawers Nordkappu ok. 0200 CEST a o 0600, po opłynięciu Mageroy'i, stanęliśmy w Honningsvaag.
Jutro, po południu, niespiesznie ruszymy dalej, w kierunku Hammerfest.
W załączeniu, kolejna porcja północnych klimatów. Między innymi zdjęcia ze STO, gdzie zostaliśmy niezwykle ciepło przyjęci przez rybaków. Szczególnie serdecznie przyjmował nas Lori - Finn z pochodzenia, rybak z jednostki o nazwie Morgenstjerne, która okazała się być młodszą o 2 lata siostrą Panoramy (wykonaną również we Wrocławskiej Stoczni Rzecznej w 1988r).
Lori pokazał nam pracę norweskich rybaków - od przygotowania sznurów z hakami - po przyrzadzanie halibuta grenlandzkiego na grillu a także pokazał gdzie szukać kaszalotów (niefortunni obszar ten został na najblizsze dni zajęty przez armie norweska na strzelanie).
Na koniec my zostalismy obdarowani oryginalną klatką do połowu krabów królewskich (i samymi krabami też) a Lori naszymi specjałami jachtowymi.
Klatka zostanie oczywiście przetestowana przy najblizszej okazji.
14 kg Halibuta grenlandzkiego.jpg
Ekspresowa jazda na morzu norweskim.jpg
Honningsvaag-1.JPG
Kaszalot.jpg
Klatka do polowu krabow - prezent od rybakow ze Sto.JPG
Kudlate Morze norweskie.JPG
Lori - nasz przewodnik .jpg
Mageroya o polnocy.JPG
Morgenstjern - mlodsza o 2 lata siostra Panoramy-1.jpg
Morgenstjern - mlodsza o 2 lata siostra Panoramy-2.jpg
Morgenstjerna.JPG
Morze norweskie.jpg
Noedkapp-prawdziwy blizej i turystyczny dalej.jpg
Nordkapp- odmiana turystyczna.JPG
Nordkapp-2.jpg
Nordkapp-3.JPG
Nordkapp-4.jpg
Olo klaruje faly-2.JPG
Panorama w Honningsvaag.jpg
Polnoc na morzu Barentsa.JPG
Polnoc w Sto.JPG
Sieci na dorsza.jpg
Sto-2.jpg
Tu znajdziecie wieloryby.jpg
wyspa Mageroya - Nordkap tuz tuz.JPG
~ Sto.jpg
Pozdrawiamy z pokładu flagowej jednostki JK AZS.
Załoga Panoramy
11.06.2010 0148 CEST: Na trawersie Nordkapp. Cel wyprawy osiągnięty :-) Za rufą 510 mil (310 w 40 godzin). Postój w Honningsvaag.
Kolejny punkt programu to wycieczka na Nordkapp od strony lądu i kawa ze śmietanką z mleka polarnych królików, którą tutaj serwują w srebrych dzbanuszkach (silver jug). Jutro ruszamy dalej. Pozdrawiamy.
Załoga Panoramy
Załoga Panoramy pozdrawia ze Sto - na wyspie Langoya.
Kolejne mile za rufą i kolejne punkty planu zrealizowane.
W ciągu ostatniej doby odwiedziliśmy Trollfjord i po przejściu Raftsundu zatrzymaliśmy się na wyspie Langoya w malowniczym STO.
Mieliśmy stanąć w Andenes, ale plany pokrzyżowała nam zaprzyjaźniona armia norweska, która urządziła sobie 3 dniowe strzelanie.
Nie pasowała nam rola celu do ćwiczeń, więc zmieniliśmy nieco plan, co wynagrodzili nam rybacy ze Sto ofiarowując 10 dorodnych halibutów grenlandzkich na "wieczornego" grilla.
Jest słonecznie, ciepło ( w słońcu), wieje ok. 3-4, a widoki zapierają dech. Czego wiecej można oczekiwać?
Jutro rano ruszamy dalej w kierunku Sorvear, popatrzeć jak specjalistyczne firmy tną na żyletki, osiadły na skałach, wrak krążownika "Murmańsk".
Pozdrowienia dla kibiców
Załoga Panoramy
W załączeniu kolejna porcja tutejszych klimatów (fot. JG).
Raftsund.JPGRaftsund - 3 w nocy.jpg
Sto- Langoya - Vesteralen.jpg
Sto-wyspa Langoya.JPG
Trolfjord-3.JPG
Trollfjord-1.jpg
Trollfjord-2.jpg
Trollfjord-4.JPG
Witamy
Dziś o 0800 zacumowaliśmy w Bodo. Jest to nasz ostatni port tego rejsu. Przelot z Svolvear na Lofotoch zajął nam 11 godzin . Pięknie wiało mocne 6B z NW. Na Lofotach odwiedzaliśmy trzy porty. Sprzątamy jacht i czekamy na przybycie nowej załogi. Obyło się bez strat w ludziach i sprzęcie; niczego nie podarliśmy i nie zepsuliśmy, a co ciekawe wracamy z lekkim naddatkiem inwentarza, o którym pisaliśmy w którejś z wcześniejszych relacji. Trochę zmęczeni, zziębnięci, ale zadowoleni. Przepłynęliśmy 937 mil morskich w czasie 176 godzin w morzu. Ja, czyli piszący te zdania, serdecznie polecam Norwegię, jako miejsce do żeglarskich przedsięwzięć. Zarówno południowa i zachodnia część tego kraju jak i północ są przepiękne. Obecnie zakończony rejs jest moim 7 wypadem w te strony i dalej, z dziką rozkoszą będę tu zaglądał, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.
Serdeczności
Załoga
Skryba – Olgierd
PS fotka poniżej – log naszej trasy (kliknij link)
Jeszcze kilka próbek klimatów Lofotów
Pozdrowienia z Henningsvear na Lofotach.
Dotarliśmy tu o 0956. Lofoty, z racji wysokich szczytów górskich, są widoczne praktycznie zaraz po wyjściu z Bodo. Poczekaliśmy w Bodo aż wiatr troszkę zelżeje i wieczorem w drogę. Trochę wiało, trochę nie wiało, ale dotarliśmy do zamierzanego portu – wioski rybackiej. (fotografie poniżej). Dziko i surowo tutaj. Wejście do portu wije się między skalistymi wysepkami, których urok budzi podziw oraz trwogę podczas sztormów. No oczywiście... na podejściu pojawił się obszar o głębokościach około 34 metrów i na pokładzie pojawili się myśliwi uzbrojeni w wędki. I znowu ryby...(fotki). Pani Beatka dostała od Pawła do potrzymania wędkę (Paweł w tym czasie pomagał Olkowi wyciągać rybę) i nagle słyszymy „Paweł weź już tę wędkę, bo jakaś taka ciężka się zrobiła” ;). Ryba miała 75 centymetrów :). Było to drugie miejsce dziś. Pierwsze zajął Olek (aptekarz). Ryba 85 centymetrów.
Postoimy tu do wieczora, którego nie ma (fotka ekranu gps-a) i ruszamy, aby opłynąć wyspę Aust-Vaagoey.
Nasz pozycja (68st.09.0'N, 014st.12.0'E). Świeci piękne słońce, około 11 stopni ciepła.
Góry,góry, góry i morze dookoła... TO ROBI WRAŻENIE!!
Pozdrawiamy
Załoga
pisał Olgierd
Fotki (kliknij link)
Dzień dobry z Bodo.
Gnani tężejącym zachodnim wiatrem, dziś o 1000 CEST dotarliśmy do Bodo. Tu zabieramy jednego załoganta, który nieco się spóźnił na pierwszą część rejsu ;). Rozwiewa się. W porcie wiatromierz momentami pokazuje mocne 7B i leje deszcz. Poczekamy do wieczora (ups! przecież tu nie ma wieczora ani nocy) i ruszamy na Lofoty. Do Henningsvear mamy 56 mil. Mamy w planie opłynąć południowe wyspy Lofotów; prognozy wiatrowe pokazują, że jest szansa ów plan zrealizować. Po drodze z Bronnoysund przekroczyliśmy koło podbiegunowe północne. Drogę do Bodo przemierzyliśmy, przedzierając się przepięknymi szkierami. Przewodniki donoszę, że tą trasą rzadko, kto pływa, więc,aby tym miejscom nie było przykro; odwiedziliśmy je. Było warto; przepiękne krajobrazy. Nie są one łatwe nawigacyjnie, ale ostrożnie i nawet na żaglach, da się tamtędy przepłynąć. Info dla następnych ekip - Weźcie ciepłe ubrania. Szczególnie noce są bardzo zimne.
Dziś urodziło się pojęcie „babski ref” - ref grota zrobiony przez trzy nasze kobiety :).
Piękna (jak zwykle) ta Norwegia :). Pływajcie tu, bo warto!!
Pozdrawiamy
Załoga
(pisał Olgierd)
Z Alesund wyruszyliśmy w czwartek. Po wyjściu z portu zatrzymaliśmy się na dwie godziny, aby dać szansę naszym pokładowym wędkarzom na upolowanie czegoś na kolację. Opłacało się:). Około 2100 ruszyliśmy w kierunku Bronnoysund. Malownicza trasa. Część otwartym morzem, część przesmykami między wyspami, których są tu tysiące. W czasie płynięcia (o 0300 w nocy) wyłowiliśmy z morza... ponton w świetnym stanie. Cóż... był bezpański, więc zabraliśmy go na pokład. Pewnie urwał się komuś podczas holowania go za jachtem. Postanowiliśmy nieco urozmaicić SMS Tracing i umieszczamy w nim.... fotografie. Linki do nich Znajdziecie poniżej.
4 mile przed Bronnoysund zrobiliśmy sobie godzinny przystanek stając w dryf, czyli znów chwila dla myśliwych, bo w sumie od ostatnich połowów minęło już dwa dni ;). Piękne miejsce z widokiem na słynną „skałę z dziurą”.I znów, tym razem 10 dorodnych dorszy wyciągnięto z morza:). Qrcze...tylko, czy my to wszystko sami zjemy?:).
Piękna pogoda, świeci słońce, wiatr 4B z północy.
O 1715 zacumowaliśmy w Bronnoysund (65st.28.43'N 012st.12.45'E)
Zupa rybna już się gotuje ;)
Pozdrawiamy
---------------------------------------------------------------------
fotki (kliknij na link):
Pozdrawiamy z Alesund.
Dotarliśmy tu dziś o 0043 CEST. Piękna żegluga najpierw w Sognefjord a potem otwartym morzem. Piękne słońce, słaby wiatr w plecy spowodowały to, iż znów modne się stało wylegiwanie się na „słonecznym pokładzie”.
Dzisiejszy dzień poświęcamy na zwiedzane miasta, drobne prace przy jachcie (Jacek, nie Martw się – chodzi o mycie burt:) ), wieczorem wyskoczymy na polowanie na ryby i na noc w morze.
Chcielibyśmy zobaczyć, jak wygląda dzień polarny w tamtejszym wydaniu. Od 31 maja na Lofotach nie ma nocy:) i tak aż do 16 lipca.
Obecnie u nas świeci słońce i wieje zimny zachodni wiatr 4B.
Jeśli ktoś się zastanawia się nad tym, czy wybrać się na rejs do Norwegii, to informuję, że traci czas :).Mógłby go wykorzystać na pakowanie się planowanie trasy norweskiej wyprawy. Tu jest przepięknie. Szczególne żeglowanie niewielkim jachtem może być wyjątkowo urokliwe i bezpieczne; mnóstwo małych i dużych portów, piękne fiordy z ośnieżonymi szczytami gór, wiele miast, które mogą być portami wymiany załóg z racji posiadania lotnisk.
Pozdrawiamy
Załoga.
Witamy z Balestrand, miasteczka położonego w połowie długości Sognefjordu. Dotarliśmy tu dziś o 0340, pokonując 110 milowy docinek z Bergen. Napawamy się pięknymi widokami oraz spokojem tego miejsca. Jutro rano planujemy ruszyć w dalszą podróż w kierunku Alesund. Ponoć dziś na morzu w naszych okolicach ma wiać dość mocno i niestety z północy, więc poczekamy do jutra. Po południu planujemy zorganizowanie „gier i zabaw marynarskich” ;).
A jedna zmiana planów. Po chwili postoju w Balestand, załoga wyraziła chęć odwiedzenia jeszcze jednej miejscowości w Sognefjordzie. Flam – miasteczko 30 mil na południe od Balestand. Postawiliśmy żagle i popłynęliśmy właśnie tam, czyli do miejsca, gdzie pisana jest niniejsza depesza. Pięknie tu jest. Wysoki ściany skalne, wodospady, „surowa” zabudowa; wszystko to robi niesamowite wrażenie. Ciekawostką jest to, że do tego miasteczka dojeżdża kolej. Jest tu kolejowa trasa wycieczkowa, której przewyższenie wynosi ponad 800 metrów. Ma morzu, sądząc z prognoz, wieje dość silnie i z kierunku, który absolutnie nam nie sprzyja. Czekamy więc do jutra rana i gnamy dalej.
Nasza aktualna pozycja 60st51.7N, 007.07.1E
Pozdrowienia dla wszystkich a szczególnie gorące dla tych, którzy nas pozdrawiają (otrzymujemy sporo sms-ów.
Załoga. :)
PS.
Dziś Paweł znalazł czterolistną koniczynkę. Miejmy nadzieję, że przyniesie nam szczęście.
W piątek o 1810 padła komenda „tak stoimy”. Tym samym zakończyliśmy manewr cumowania w porcie w Bergen i cały nasz rejs. Przepłynęliśmy 816 Mm w 177,5 godz. Teraz jest sobotni ranek. Dwóch załogantów odleciało do Warszawy, siedmiu pojechało pociągiem do Oslo, a ja czekam na Olgierda i jego załogę.
Koniec.
Podobno istnieją gdzieś miejsca, gdzie wieją półwiatry i baksztagi. To na pewno nie Norwegia! Niby osłonięci w fiordach i tak mieliśmy 7B zawsze z na wprost. Drogą między tysiącem kamieni i pod czterema mostami o 2100 dotarliśmy do Haugesund. Stąd już rzut beretem do Bergen i do domu. Niektórzy cieszą się...
Środowy dzień i noc upłynęła znowu na zygzakach. Wiatr osłabł do 5B, ale kierunek został NW, czyli w m… lub kulturalniej w twarz. 0 0540 stanęliśmy w Stavanger. Mimo dużo mniejszego ruchu na Morzu Północnym niż w Sundzie i Kattegacie i tak co chwila musieliśmy uważać na sunące szybko statki (w Kattegacie, aby przeskoczyć rutę musieliśmy 5 razy zmieniać kurs i przepuścić jakieś 10 statków płynących kupą w obu kierunkach).
W Norwegii sezon jeszcze się nie zaczął i nie ma ruchu jachtów. Sporadycznie widzimy jakiś na widnokręgu.
Z Far- do Egersundu sunęliśmy wijąc się, jak żmija zygzakowata. W ośmiu halsach, przy 6B w M, po 18 godzinach o 0330 stanęliśmy w miejscu, gdzie czuć dorszem. Może coś z tego wreszcie będzie… Przy słonecznej pięknej pogodzie :-) po drodze ćwiczyliśmy praktycznie „człowieka za burtą”. Było cudnie. Magii dnia dopełniła noc z zachodzącym rogalikiem księżyca nad latarnią Eigroey. Wszyscy są oczarowani. Ciepło natury i ciepło naszych serc brzmią we wspólnym akordzie.
W niedzielę w Kristiansand, jak to w niedzielę, upiekliśmy placek jabłkowy z bitą śmietaną i po obiedzie ruszyliśmy na połów dorszy. Wieczorem stanęliśmy w gęstej mgle w malutkim porciku Alsvina.
Dzisiaj, tj. w poniedziałek o świcie ruszyliśmy. Morze Północne przywitało nas „szóstką” oczywiście w m… Załoga z radości rzuciła się na relingi, a następnie utkwiła w kojach. Nieliczni walczyli z determinacją z szalejącymi żaglami i linami. Wieczorem o 2055 spokojnie zacumowaliśmy w prześlicznym porciku Farsund w prześlicznym Lyngdalsfiordzie. Zjedliśmy śniadanio-obiado-kolację i czekamy łaskawego jutra.
P.S. Dorszy nie było.
O 0840 stanęliśmy w Kristiansand w Norwegii. Podróż przez Skagerrak była dla większości bardzo ciekawa. Silny wiatr i robota na pokładzie nie pozwoliły na nudę.
Po 1 1/2 dobowym halsowaniu (3-4 st. B w twarz) dzisiaj tj. w sobotę o 0200 minęliśmy główki portu Skagen. Po tradycyjnym toaście "za cudowne ocalenie" ułożyliśmy się do spokojnego snu. Rano śniadanko i niespieszny spacer po miejscowym targu. O 1230 opuściliśmy Danię i już płyniemy ku norweskim brzegom.
13 maja - czwartek
Za chwileczkę oddamy cumy i ruszymy w półtoradniową podróż w kierunku Skagen. Życzcie nam wiatrów, bo znowu mamy flaute...
12 maja - środa
Wreszcie przywiało ! Ale i nieźle zmoczyło...
Na żaglach z Kopenhagi pomknęliśmy halsując do Helsingør.
Piękne miasteczko z zamkiem Hamleta vel Omleta.
Tyle w skrócie.
11 maja - wtorek
W skrócie:
- wizyta na jachcie wicekonsula RP w Danii oraz attache wojskowego w stopniu komandora (w galowym mundurze);
- zwiedzanie Kopenhagi;
- poprawki i zabawy silnikowo-przekładniowe.
Więcej nieco póżniej, jak znajdziemy czas.
10 maja - poniedziałek
Nasza żeglarska wyprawa jawi się nam jako wyjątkowo motorówkowa...
Okazuje się, że most nad kanałem Falsterbo raniutko otwiera się jedynie na kilkanaście sekund. Cóż, nasza polska uprzejmość i kosztowała nas godzinę dodatkowego postoju. Przepuścilismy śliczny, drewniany, duży duński kuter. Zanim zdążyliśmy wejść na szlak most zaczął opadać. Krótka rozmowa z obsługą i już wiadomo: trzeba było się zbierać szybciej, bo szwedzka obsługa mostu nie czeka na maruderów, a kanał jest wystarczająco szeroki dla wszystkich chętnych...
W nagrodę wreszcie nam przywiało. Hurra ! Jazda na żaglach po iluś-tam godzinach terkotu silnika, to je ono. Dodatkowo ta chwila uniesienia przy przejściu pod mostem łączącym Danię ze Szwecją (na żaglach !!!) dopelniła zbiorniki na radość. Szerokim łukiem docieramy na ostatnich tchnieniach wiatru do Kopenhagi. Postój w Margarethaim. Zadaliśmy fasonu manewrując w bardzo ciasnym zakątku portu cumami, żaglami, silnikiem. Ot, co ! A pierwsze słowa, które usłyszeliśmy w Danii, to "dzień dobry" od wędkarzy łowiących przed główkami mariny. Polska bandera w Kopenhadze została dostrzeżona.
9 maja - niedziela
Z samego rana mijamy główki Świnoujścia ze stojącym tam wiatrakiem po lewej burcie. Wśród załogi panuje lekkie podniecenie (hm... dop. BR). Wiatr wieje z prędkością 2 węzłów, ale jakoby wogóle nie wiał. Idziemy na silniku. Kapitan obłaskawia Neptuna - krótkie gesty, szybkie pożegnanie z krajem i płyniemy. Kierunek Sassnitz. Zmienne i zanikające wiatry doprowadzają nas późnym popołudniem pod klifowe wybrzeże. Postój w malutkim porciku Lohme pozwala nam na zmianę perspektywy: my na górze, morze na dole. Powrót z 4-godzinnej wycieczki dał nam nieźle w kość - wracaliśmy 4 km kamienistym brzegiem zdobywając tym samym sprawność górskiej kozicy morskiej :-)
Na noc wypływamy w kierunku Kopenhagi.
8 maja - sobota c.d.
Wyszliśmy ze Szczecina o 1440.
Z ciekawych zdarzeń, które zaistniały jeszcze przed rozpczęciem rejsu, należy wymienić:
- utonęliśmy w nadmiarze prowiantu. Wyniknął on z nowatorskiego pomysłu naszego kapitana, który jednak być może zaowocuje w przyszłości;
- Przemek utknął na wysokości 18 m n.p.m. na grotmaszcie podczas zakładania babysztagu. Dzięki wysiłkom całej załogi udało się go z trudnością sprowadzić na ziemię;
- zasmarowaliśmy wszystko smarownicami. Wszystko, co trzeba;
- pierwsza (najlepsza oczywiście) wachta z trudem wcisnęła ponton i silnik do achterpiku.
Po zakończeniu wszystkich powyższych prac rozpoczął się długo oczekiwany rejs - wymarzona przygoda.
O 2030 wykonaliśmy manewr podejścia do kei w Świnoujściu. Po sklarowaniu jachtu przyjęliśmy delegację marynarki wojennej Rosji na czele z kapitanej okrętu desantowego Kaliningrad wraz z kadrą oficerską. Po wymianie serdeczności i wzajemnych życzeń przewidzianych w protokole, obie strony zadowolone ze spotkania rozeszły się do swoich zajęć. Na zdarowie ! Dobranoc.
8 maja - sobota
Z dziennika jachtowego I etapu wyprawy Panorama 2010:
Zaokrętowano: Przemek Błaśkiewicz, Mirek Dąbrowski, Remik Grześkowiak, Jacek Krajka, Maciek Kucharczyk, Bolek Rudnik, Kuba Uznański, Leszek Ważydrąg, Radek Weiss i Andrzej Włodek (razem towarzystwo wrocławsko-warszawsko-górnośląskie).
Przygotowania do rozpoczęcia sezonu idą pełną parą. Nasze jachty stoją w Szczecinie, a cały sztab ludzi pracuje, żeby były gotowe na nadchodzący sezon.
Już w najbliższą sobotę na wodę zostanie położona Panorama. W tym roku Olgierd Młynarski zadbał o oczyszczenie i odmalowanie zęz, kadłuba oraz drewien wykończeniowych na pokładzie. Cała lista napraw jest bardzo długa. Część jest już za nami, lecz wiele pozostaje jeszcze do zrobienia.
Na Bagatelę został zakupiony nowy silnik, rolfok oraz 4 nowe żagle. Po zeszłorocznym kapitalnym remoncie i tegorocznych poprawkach, jacht ten będzie lśnił, a żeglowanie na nim będzie niemałą przyjemnością. A wszystko to zasługa Maćka "Gajowego" i Jagody Korków, naszych przyjaciół ze Szczecina.
Do łask po wielu latach zaniedbania powraca Nereus. Do wykonania jest wiele, m.in.: zdarcie 6 warstw farby na kadłubie i położenie nowej, wymiana elektryki, przeprowadzenie sterowania silnikiem do kokpitu, naprawa płetwy sterowej, wymiana UKF oraz naprawa zamknięcia zejściówki. Część tej pracy, jak i wiele innych rzeczy zrobił już nasz kol. Marek Labak. Jacht ciągle wymaga pracy, lecz znów będzie można na nim żeglować bezpiecznie i przyjemnie.
Wszystkich zapraszamy do pomocy i zapoznania się z ofertą rejsów na naszych jachtach. Na Panoramie pozostały ostatnie wolne miejsca, na Bagateli i Nereusie jest wiele wolnych terminów. Jachty czekają, by na nich pływać!





